Cisnę z Bigosem – challenge na sierpień

Sierpień – pytaliście czy w tym miesiącu też będzie dla Was wyzwanie!
Będzie! Ale zacznę od pytania do Was! Kiedy pod koniec maja podziliłam się z Wami w poście na insta swoją owczesną formą, która umówmy się – pozostawiała wiele do życzenia i kiedy pisałam, że mąż rzucił mi wyzwanie biegowe i że naprawdę muszę coś ze sobą zrobić, pisaliście meega licznie, że wy też, że jedziemy z tym razem! Wtedy rzuciłam wyzwanie na czerwiec, które wspólnie nazwaliśmy #cisnezbigosem.

Nie zawsze jest mi łatwo, bo też mam dziecko i ogarniam trochę spraw zawodowych. Też czasem wieczorem padam na twarz, często (nawet bardzo) mi się nie chce. Ale z ręką na sercu i nie dlatego, że jestem trenerem – kiedy sobie coś postanawiam, to traktuję to bardzo serio. Nie ważne czy dotyczy to treningów. To bardzo pomaga mi w życiu osiągać mniejsze i większe cele. Bycie konsekwentnym i systematycznym to klucz do sukcesu w każdej dziedzinie życia.

Więc chciałam zapytać (nie dlatego, że kogoś oceniam, bo serio wiem, że różnie bywa) – jak jest z wami? Ilu z was udało się dokończyć chociaż jedno miesięczne wyzwanie? Ilu z was cierpi na tak zwany słomiany zapał i z ochotą i podekscytowaniem zaczyna, po to by w trakcie zgubić cel i motywację. Zastanówcie się dlaczego się tak dzieje. Sami – we własnym serduchu zapytajcie ile super „projektów” nigdy nie udało wam się skończyć i z jakiego powodu. Ile z tego powodu was ominęło, ile złożonych sobie obietnic nie spełniliście. Ile robicie dla siebie, by faktycznie poczuć się lepiej? By mieć poczucie satysfakcji z czegoś co udało się osiągnąć? Czy wiecie, że wyrobanie w sobie takiego nawyku – w tym przypadku regularnych ćwiczeń, może wam w przyszłości pomóc osiągnąć dużo, dużo więcej? I wcale nie dlatego, że wasz tyłek będzie lepiej wyglądać w jeansach.

Zanim więc wypiszę Wam kolejne wyzwanie – chciałabym was prosić o to, byście najpierw wypisali sobie 3 realne motywacje, dzięki którym ma się udać przejść treningowo przez cały ten miesiąc. Zapiszcie je i przyklejcie na lodówkę, ścianę czy drzwi. Mówię serio! Musicie pamiętać dlaczego to robicie i że robicie to dla siebie. Skrupulatnie wywiązuję się z własnych wyzwań, które wrzucam także wam. Dzięki temu udało mi się w 3 miesiące poprawić kondycję o jakieś 300%, zrzucić kilka kilogramów (za które po cichu obwiniałam okres „po ciąży”). Nie jest jeszcze idealnie, bo faktycznie jest mi teraz trudniej, a wypracowane przez lata nawyki żywieniowe i treningowe bardzo się u mnie zmieniły. Po dziecku pozwalam sobie na więcej – pod względem podjadania np. słodyczy, a brak regularnych treningów zawsze tłumaczyłam sobie tym, że teraz zmieniły się przecież priorytety.

A prawda jest taka, że to ja musiałam zmienić swoje nastawienie. Prawda okazała się taka, że czas na trening naprawdę da się znaleźć, że słodyczy wieczorem można sobie odmówić. Prawda ok taka, że mimo iż zawsze mówiłam, że nienawidzę biegać, teraz planuje zapisać się na półmaraton, bo odnalazłam motywację i nowy cel. Bo odnalazlam dzięki bieganiu na nowo radość z trenowania, z chwili tylko dla siebie (no dobra, nie zawsze tylko, bo biegam czasem z wózkiem i Różyczką).
Znów znalazłam chwilę na swoją ukochaną rurkę, choć nie można tego nazwać super systematyczną pracą, a przez przepuklinę pępkową moje treningi też wyglądają już nieco inaczej (o tym odzielny tekst już za chwile). Niedawno wraz z Andrzejem uruchomiliśmy także inny projekt – „Zejdź z wagi”, czyli kontynuację zdrowego odchudzania, dla osób, które potrzebują pomocy skrojonej bardziej na miarę ze wsparciem z naszej strony. Pierwszy raz robiliśmy tego typu projekt on-line. Zgłosiło się do niego ponad 50 osób i udało nam się zaprosić do projektu 10, których efekty po 3 tygodniach pracy są w większości przypadków naprawdę zadziwiające! To zmotywowało mnie do pracy jeszcze mocniej. Centymetry lecą im w dół, podobnie jak kilogramy, a samopoczucie i nastrój stają się coraz lepsze. Uwierzcie mi – to nie są ludzie, którzy cierpią na nadmiar wolnego czasu. Wbrew przeciwnie, to osoby, które mają w życiu często bardzo pod górkę – z szacunku do nich, nie będę dzieliła się publicznie ich historiami. Wybraliśmy ich, bo wiedzieliśmy, że potrzebują wsparcia. Jestem z nich bardzo dumna i z niecierpliwością czekam na ich końcowe rezultaty.

A teraz już zapraszam Was do wzywania sierpniowego. W zasadzie do wyzwań bo będzie ich aż 3.
Robię to specjalnie, by ci, którzy nie mogą biegać mieli z czego wybierać. Od was zależy czy wrzucę kolejne wyzwanie we wrześniu. Jeśli po miesiącu przynajmniej 100 osób zamelduje, że im się udało – będę z Wami dalej cisnąć. Mało tego – w tym miesiącu na insta będę relacjonować na bieżąco to jak idzie to wszystko u mnie. Mam nadzieję, że to zmotywuje także was. Jak już zobaczycie jak to robię, też możecie zrobić taki insta kalendarz z challengem.

Gotowi?

WYZWANIE NR 1

To kontynuacja naszej wcześniejszej pracy:

– 45 kilometrów do przebiegnięcia (to 11-12 kilometrów na tydzień – dacie radę);
– 1200 przysiadów (to 40 przysiadów dziennie tudzień 280 przysiadów tygodniowo);
– 300 pompek (mogą być damskie – to jest 10 dziennie, więc kamaaan bez marudzenia);
– 400 burpees (może być łatwiejsza wersja. To 100 tygodniowo i około 14 dziennie. Z tym ćwiczeniem możecie zrobić wspaniałe interwały);
– 500 pełnych brzuszków (nie dotyczy osób świeżo (do 6mcy) po porodzie i z problemami z kręgosłupem.
– 600 wykroków lub wypadów (to około 20 dziennie – 140 tygodniowo);
– 8 tabat (po dwie w tygodniu).

WYZWANIE NUMER 2

Dla tych, którzy nie biegają. A chcą ćwiczyć w domu.
Łapcie 8 konkretnych treningów z mojego youtube’a. Macie robić minimum 3 tygodniowo.

1. Trening mięśni brzucha i core
2. Trening na pośladki 
3. Total Body Workout
4. Nogi i ABS – lekki i przyjemny trening
5. Ćwiczenia na kręgosłup
6. Turbo spalanie – trening siłowo-wytrzymałościowy (nowość!)
7. Trening mobility i animal movement
8. Trening interwałowy z obciążeniem

Wykonywanie tych treningów systematycznie – z pewnością przyniesie Wam wspaniałe rezultaty.

WYZWANIE NUMER 3

Dla początkujących i synów oraz córek marnotrawnych, którzy chcą zacząć od początku 🙂

– 25km biegania (wymienne na 120km rowerem); a jeśli możesz ciśnij jedno i drugie!
– 700 przysiadów;
– 600 wykroków;
– 500 brzuszków (jak wyżej nie dotyczy kobiet po porodzie oraz osób które nie mogę ich robić ze względów zdrowotnych);
– 400 wykroków lub wypadów;
– 300 pompek;
– 200 burpees;

Możecie też zamiast części ćwiczeń wybrać jakieś pogramy z youtube.

No to co? Lecimy z tym koksem? 🙂

Autor postu
Katarzyna Bigos