Moje dziecko nie śpi – nauka zasypiania

Jakiś czas temu na instagramie pisałam i mówiłam o tym, że postanowiliśmy nauczyć nasze dziecko spać. Od tamtej pory dostałam od Was tyle pytań na ten temat, że obiecałam stworzyć wpis z podsumowaniem tej historii.
Zaczęła się ona banalnie – jak u większości osób z niemowlakami na pokładzie. Nasza Róża bardzo kiepsko spała w nocy. Większość z was powie – Wow! Kobieto! Masz w domu niemowlę – to normalne!
I ja też tak myślałam do momentu, w którym jedna z moich obserwatorek nie napisała mi, że sama miała taki problem i korzystała z usług doradcy snu. Brzmi trochę dziwnie, ale serio istnieją takie osoby, które pomagają zmęczonym i niewyspanym rodzicom uczyć dzieciaczki spania.
Oczywiście po pierwsze trzeba dobrze trafić, po drugie odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań.
Zanim zacznę, napiszę krótko dlaczego właściwie zgłosiłam się do takiej osoby skoro nieśpiące w nocy maluchy, budzące się co chwila to rzecz aż nadto oczywista i jak świat światem stoi – było tak, jest i będzie już zawsze. I, że wiadomo, że są dzieci, które sypiają mega słabo i trzeba to po prostu przeżyć.

Tak właśnie myślałam. Bo moje dziecko, choć początkowo bardzo kiepsko spało w dzień, naprawdę brawurowo spało w nocy do końca 4 m-ca. Wtedy nastąpił (teraz już to wiem) pierwszy regres snu, który powodował, że zamiast budzenia się co 3 godziny na pierś, budziła się znacznie częściej. Koło 6 miesiąca nastąpił kolejny regres, który oznaczał dla mnie pobudki non stop. Chodziłam wykończona. W którymś momencie nosząc moje (umówmy się – ciężkawe już dziecko na rękach dwie godziny non stop) doszłam do ściany. Byłam tak zmęczona, że praktycznie codziennie kłóciłam się z mężem. O wszystko, bo po prostu moje rozdrażnienie spowodowane brakiem snu sprawiało, że wybuchałam z byle powodu. Płakałam z bezsilności i momentami serio brakowało mi już fizycznie sił. Róża zasypiała tylko na rękach lub przy piersi. W pewnym momencie mniej więcej co godzinę motałam ją w nocy w chustę, bo nie dawałam rady jej tyle nosić. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować i odbijało się to na moim życiu i byciu fajną i dobrą mamą dla Róży.
Robię w tym miejsu mały edit, bo do tej pory pojawiło się na moim instagramie sporo komentarzy na ten temat. Sama jestem fanką rodzicielstwa bliskości. Początkowo nie chciałam iść po pomoc. Bałam się. Mój mąż jednak nalegał. Nas związek bardzo tracił na tej sytuacji, a on nie mógł patrzeć na moje zmęczenie i Róży rozdrażnienie. Uważam, że każdy sytuacja ma swoje granice i w końcu uznałam, że nie chce wspominać tego magicznego czasu jak walki o przetrwanie. Wiele dni zaczynałam z totalnym wkurzeniem i myślą – nigdy więcej dzieci. Dzizaaas – nie chciałam, aby to tak wyglądało, dlatego cieszę się, że dałam się Andrzejowi namówić. W byciu dobrą mamą nie można zatracać się w poświęceniu. W końcu od naszej dobrej kondycji psycho-fizycznej zależy także dobro dziecka.

Kiedy więc dowiedziałam się, że jest szansa to zmienić i że dzieci nie nabywają umiejętności spania wraz z przyjściem na świat, tylko muszą się jej nauczyć, zaświeciła mi się w głowie lampka! Zaczęłam czytać i szukać informacji. Najpierw trafiłam na książki Tracy Hogg, które jak się okazuje i jak radzą prawdziwi parentingowi specjaliści czy też prawdziwe pareningowe autorytety (m.in. Magda Komsta z wymagające.pl) – nadają się tylko do spalenia. Nie mniej jednak zajrzałam tam. Przeczytałam i wiedziałam, że metody Podnieś-Połóż czy też inne tego typu rady nie są dla mnie. Znam moje dziecko, uwielbiam je przytulać i chciałam znaleźć metodę, która pozwoli mi nauczyć ją spać w poczuciu ciepła i bezpieczeństwa. Żadne wypłakiwanie się nie wchodziło w grę.
Ci, którzy doradzali mi spanie z nią w łóżku także się mylili. Spała lepiej tylko przez 4 dni, potem budziła się co 40 minut (czyli dokładnie co jedną fazę snu – bo tyle trwa u człowieka faza snu). Dzieci, które nie potrafią same zasypiać, nie potrafią samodzielnie płynnie przechodzić między tymi fazami w nocy, więc budzą się i szukają pomocy u rodziców. Dzieci szybko przyzwyczajają się do tego jak je usypiamy i oczekują tego w nocy. Innego zasypiania przecież nie znają. Róża, która zasypiała na rękach, tego właśnie oczekiwała ode mnie przebudzając się w nocy.

Wreszcie po przeczytaniu bloga wymagające.pl – zwariowałam. Tam Pani Magda mocno odradzała wszelkie metody nauki zasypiania dzieci porównując je do tresury. Nie zgadzałam się z nią do końca, bo jej punkt widzenia był dla mnie zbyt skrajny. Czułam gdzieś podskórnie, że musi być coś co pomoże. Na początek – na własną rękę wprowadziliśmy stałe pory drzemek – w miarę stałe pory karmienia no i rytuały związane z zasypianiem. Mega to pomogło, bo Róża ładnie spała w dzień 3xpo godzince lub po 45 minut. Wieczorem zasypiała w 5 minut w chuście. Ale nie pomogło to nocą! Wciąż budziła się co mniej więcej godzinę lub 1,5h.
Pomyślałam – dobra! Próbuję się odezwać do doradcy snu. Najwyżej zapłacę i wywalę kasę w błoto, ale jak nie spróbuję to się nie dowiem. Odezwałam się do jednej z poleconych mi osób Moniki Huntjens.
Po konsultacji internetowej, która trwała jakieś 1,5h dowiedziałam się wielu przydatnych informacji i postanowiłam zainwestować dalej w ułożony przez nią plan. Zaznaczyłam w kwestionariuszu, że ważne jest dla mnie poczucie bliskości z dzieckiem. Za łącznie 600zł dostałam prócz konsultacji plan na 24 strony na okres dwóch tygodni wraz z możliwością konsultacji w każdej chwili podczas naszej współpracy.
Zaczęliśmy od zmniejszenia drzemek na dwie – co udało się i doskonale zdało egzamin. Ponieważ plan zakładał dużą rolę taty Róży i wprowadzał nas w te zmiany baaardzo step by step, bardzo mi się to spodobało. Już po pierwszych 3 dniach Róża budziła się znacznie rzadziej, choć samo zasypianie w łóżeczku trwało dość długo (około 45 minut). Metoda w której byliśmy przy niej – mimo, że spotkała się niejednokrotnie z małym buntem z jej strony, zaczęła działać. Dobra przyznaję – moja pierwsza próba usypiania jej w ten sposób skończyła się płaczem – bardziej moim niż jej. W większości przypadków Róża uznawała kładzenie jej do łóżeczka jak świetną zabawę. A że już staje przy meblach, ciągle wstawałam wyrzucała z łóżeczka kocyk lub smoczka, zwykle popłakiwała troszkę i w końcu zasypiała. Kiedy widziałam, że czuje się źle, że płacze zbyt intensywnie, przytulałam ją i głaskałam. Cały czas byłam przy niej. Zdarzyło się, że dwa razy brałam ją i usypiałam w ramionach. Robiłam to, kiedy widziałam po niej, że zaczyna zanosić się w płaczu i trwało to zbyt długo. Słuchałam intuicji. Ponieważ po tygodniu Róża budziła się już tylko 3 razy w nocy na karmienie, nie poszliśmy z planem dalej. Nie widziałam już takiej potrzeby. Nie chciałam jej zostawiać samej. Nie czułam metod polegających na zostawianiu jej samej w pokoju, które miały prowadzić do zasypiania szybko i bez pobudek nocnych. Dlatego jestem zadowolona. I choć wiadomo, że są noce gorsze i lepsze, bo teraz przechodzi pierwsze ząbkowanie, to jednak uważam, że zdecydowanie było warto! Były gorsze i lepsze momenty. Dalej są, bo czasem Róża zasypia w minutę, a czasem siedzę obok niej 45 minut. Ale teraz już nie płacze. Czasem nieco pomarudzi, ale wie o co kaman i w końcu się kładzie. Ja jestem tuż obok, więc widzę, że to dla niej ważne.
Moja jakość życia zdecydowanie się poprawiła. Rany – co ja mówię! Ja w końcu zaczęłam żyć i jakoś funkcjonować. Dla nas to jest mega różnica. Nie opisuję Wam konkretnych metod zaproponowanych przez Panią Monikę ponieważ uważam, że to jej praca i byłoby nie fair sprzedawanie na blogu tego co opracowała dla osób, które jej za to płacą.
Mogę wam tylko powiedzieć, że fajne było to, że mogłam być z nią w stałym kontakcie i zadawać pytania i liczyć na jej wsparcie. Wiele osób na insta polecało także Sleep Concept. Jednak jest też osoba, której zdecydowanie nie polecam i która według jednej z moich obserwatorek nie tylko jest koszmarnie droga (cena za jej usługi pod tytułem – dziecko musi się wypłakać to koszt ok. 1500zł).

Ciekawa jestem jakie są wasze doświadczenia  w tym temacie?

Autor postu
Katarzyna Bigos
  • Karolina

    Kurcze, czuję się jakbym czytała o swoich przejściach z Julkiem… Od samego początku zasypiał tylko przy piersi, drzemki w dzień trwały maksymalnie 30minut. Ja chodziłam wykończona i rozdrażnieniona. Płakałam z bezsilności… Wszyscy mówili,że to minie i młody znacznie spać. Krytyczny moment przyszedł około 8-9 miesiąca,kiedy to pobudki na karmienie były co godzine.Próbowałam wszystkich możliwych metod z mądrych poradników. Niestety nic nie pomogło. Zacisnelam zęby i dałam radę! Nie odstawiłam od piersi tak jak mi mówiono. Karmiłam Julka 17 miesięcy. Stopniowo, zaczęło byc lepiej. Za 10 dni Julek kończy dwa lata, sa noce kiedy sie budzi, ale w większości przesypia już od 22 do 7 rano.
    Było ciężko, miałam dość, uważałam sie za złą matkę… Nie raz słyszałam,że nie daję sobie rady z własnym dzieckiem, że za bardzo pozwoliłam sobie wejść Julkowi na głowę.
    Kasiu!!! Jestem pewna, że ten wpis pomoże wielu mamą,ktore sa w takiej sytuacji jak ja kiedyś. Jeżeli jest taka możliwość trzeba skorzystać usług kompetentnych osób! Ja niestety, nie wiedziałam o istnieniu doradcy sennego.
    Powodzenia! Trzymamy kciuki za inne mamy,które maja taki sam problem i życzymy samych przespanych nocy💪🍼

  • AnnaZu

    Fajnie że piszesz o szukaniu pomocy. Oby osmielilo to tych, co wagaja. IMO to bardzo dobry kierunek, choć wiele osób bez sensu narzuca sobie presję, że przecież powinni wszystko wiedzieć sami (serio, niby skąd?) Ja.od porodu stosowałam metodę Tracy hogg, czyli stały plan dnia – jedzenie, zabawa, sen. Intuicyjnie dokonywalam modyfikacji, ale esencja metody czy harmonijny plan dnia dał i córce i nam młodym rodzicom poczucie bezpieczeństwa. Cała rodzina wyspana, bez dramatów, nie wiem, czemu ta metoda budzi kontrowersje. Polecam czytać nowe wydanie zaklinaczki dzieci – ‚rozwiązywanie problemów wychowawczych’.

  • Karolina Kruszewska-Trzaska

    Jeju super, że to opisałaś, bo my mamusie mamy tendencję do robienie wszystkiego same i nie korzystania z pomocy kiedy trzeba. Dla mnie to jest wpis o tym, że być dobrą mamą to też nauczyć się prosić o pomoc. Moje dziecko akurat śpi rewelacyjnie od urodzenia, ale intuicyjnie wprowadzam te metody o których piszesz od pierwszych dni życia. Teraz przy chorobach i ząbkowanie się budzi czasem częściej, ale nie martw się, wystarczy przytulić, czasem wziąć na ręce, bo dziecko szuka ukojenia, a potem zasypia. Trzymam kciuki za Was i za Różę😘