Połóg i jego tajemnice

Tytuł w zasadzie powinien brzmieć – jak to przetrwać i nie dać się zwariować?
Mam wrażenie, że na temat ciąży powstaje niezliczona ilość artykułów, wpisów, postów i zdjęć. O samym porodzie jak już wspominałam pisze się mało! O połogu nie pisze prawie nikt. Wstydliwy temat, z którym większość kobiet się kryje – znów postanowiłam poruszyć ja. Bo trzeba się rozprawić i z tym!
Okres połogu to czas od momentu narodzeń dziecka do momentu powrotu ciała do stanu „sprzed ciąży”. Ktoś kiedyś wymyślił – że przy porodzie naturalnym trwa to sześć tygodni. W przypadku cesarki – dłużej. Nie powiem, że to okres hardcorowy, bo po moim porodzie już niewiele stanów i rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć, ale na pewno jest to czas trudny, w którym trzeba zmierzyć się z wieloma demonami. Kobiety nie mówią o swoim połogu i idę o zakład, że zdecydowana większość zmierza się z nim sama, kryjąc się ze łzami po kątach, bo przecież nie wypada płakać i się smucić, kiedy mamy już nasze największe szczęście przy sobie!

Ja się przyznam! Po tygodniu pobytu w szpitalu, wróciłam do domu i czułam się najszczęśliwsza na świecie! Wreszcie mogłam cieszyć się po trudach naszą Różą. Nie sądziłam, że i mnie dopadnie tak szybko baby blues. Nie tego dnia! Ale kolejny dzień szybko zweryfikował sytuację, kiedy mój mąż musiał wyjść do pracy, a ja zostałam z dzieckiem sama. Róża prawie nie spała, była niespokojna, napięta. Ja dopiero się wszystkiego uczyłam, co powodowało u mnie ogromny stres. W pewnym momencie poczułam strach, że ja nie dam rady. Róża płakała, a ja nie umiałam jej uspokoić. Zaczęłam płakać razem z nią. Nie płakać. Raczej wyć! Trwało to dobre 2 godziny. W takim wspólnym ryku znalazł nas Andrzej, który wrócił do domu i uratował sytuację. Nie wspomnę ile razy płakałam zupełnie bez powodu, co zresztą robię czasami w dalszym ciągu. Momentami mam poczucie utraty kontroli nad sytuacją. Wydaje mi się, że nie ogarniam wszystkiego jak należy – siebie, domu, gotowania czy sprzątania, nie wspominając o pracy. Tylko Różę ogarniam cały czas, bo to ona zajmuje pierwsze miejsce. Ktoś zapyta – skąd smutek, skąd płacz? A ja przecież wiem, że to szalejące hormony, ale zdarza się, że psychicznie czuję się fatalnie. Na szczęście rzadko, coraz rzadziej, ale wiem, że wiele kobiet cierpi na depresję poporodową i zmierza się z nią skrycie w samotności. Nie bójcie się prosić o pomoc!
Piszę o aspekcie psychicznym w pierwszej kolejności, choć połóg to długi i złożony temat – również fizycznie.

Jest niczym innym jak formą czyszczenia się i zwinięcia macicy (powrotu do jej kształtu sprzed ciąży) oraz okresem rozpoczęcia laktacji. To także czas gojenia. W połogu wszystkie hormony utrzymujące ciążę zanikają do bardzo niskich poziomów, inaczej zaczyna działać także układ krwionośny. Inaczej zachowuje się ciało.

To czas, w którym malutki człowiek skupia na sobie całą uwagę, a przecież Ty też raczej nie czujesz się jak nowo-narodzona. Zmieniasz pampersy dziecku – I SOBIE! W końcu krwawisz wciąż obficie. W moim przypadku boli zaszyte krocze, ciężko się siedzi (doszły do tego bardzo bolesne żylaki, które pojawiły się po trudnym porodzie – tak o tym też mi nikt nie wspominał! Ciężko więc skorzystać z toalety. Cewnikowanie podczas porodu też zostawiło swój niefajny ślad), ciało jest jak plastelina – słabe, wątłe!
Piersi stają się nabrzmiałe, ogromne, bolesne jak jasna cholera! Do tego dochodzi nauka oswojenia z karmieniem i ranami na sutkach. Na szkole rodzenia, coś wspominali o nawale. Przeszukuje nerwowo notatki, ale wprowadzenie w życie porad z notesu specjalnie nie pomaga. Po paru dniach pojawia się obfite pocenie. Budzę się już nie tylko na karmienie i zmianę pieluchy u Róży, ale także kilkukrotne w ciągu jednej nocy przebranie siebie. Myślę, że pewnie mam gorączkę, bo koszula jest dosłownie cała mokra. Dopiero potem dowiaduje się, że w ten sposób ciało pozbywa się nadmiaru wody. Że to zupełnie normalne zjawisko. Nikt mi o tym wcześniej nie mówił.

Tragedia! Pomyślicie. Ta Bigos to serio jakoś wszystko dziwnie przechodzi. Ale prawda jest taka, że większość kobiet ma podobnie. Te pierwsze tygodnie nie są lekkie, ale powiem wam jedno. Piszę ten tekst w piątym tygodniu połogu i większość ran już się zagoiła. Dyskomfort znika. Psychicznie także z dnia na dzień czuję się coraz lepiej. Wiem, że trzeba dać sobie czas.
Nie trenuję. Czekam na wizytę u ginekologa i fizjoterapeuty uroginekologicznego.
Ćwiczę tylko i wyłącznie systematyczne mięśnie dna miednicy i delikatnie poprzeczny brzucha (o tym zrobię oddzielny wpis) wychodzę także na spacery i nordic walking.
Teoretycznie czuję się już na siłach na lekki trening, ale nie przyśpieszam tematu. Mój brzuch mocno stożkował się podczas ciąży i po połogu będę sprawdzać jego faktyczną formę. To co mogę sprawdzić sama napawa jednak optymizmem – mięsień prosty ładnie się schodzi.

Pociążowy brzucholek
Brzuch, który po porodzie wyglądał jakbym dalej była w 6 miesiącu (tak – o tym też nikt mi nie mówił), wygląda z tygodnia na tydzień coraz lepiej. Smaruję skórę i robię delikatnie oszczypywanie. Czuję, że macica też powoli wraca do normalnych kształtów, chociaż po paru tygodniach brzuch wciąż nie wygląda specjalnie atrakcyjnie. O tym będzie oddzielny wpis – bo mam i na ten temat sporo przemyśleń.
Czuję jednak, że ciało szybko wraca do formy. Nawet jeśli teraz nie ćwiczę, jako trener wiem, że pamięć mięśniowa jest niesamowitą siłą i naprawdę warto jest regularnie trenować przed ciążą.
O ile pewne tematy były dla mnie oczywiste, o wielu nie miałam zielonego pojęcia. Okazało się, że zupełnie naturalne jest w połogu częste oddawanie moczu, obrzęki kostek (w pierwszych dniach po porodzie miałam kostki wielkości łydek), zwiększone krwawienie podczas karmienia dziecka, uczucie rozluźnienia lub uczucie ciągnięcia przy wejściu do pochwy.

Czego w tym czasie robić nie wolno?

– współżyć,
– dźwigać ciężkich przedmiotów,
– kąpać się w wannie ani chodzić na basen,
– wykonywać ćwiczeń mięśni brzucha (!!!)
– wprowadzać nic do pochwy (chyba, że jest to lekarstwo i tak mamy zalecone).

Na co warto postawić?
– na ćwiczenia mięśni dna miednicy
– na częste prysznice i podmywanie się dwa razy dziennie,
– na noszenie przewiewnej bielizny i pamiętanie o wietrzeniu miejsca z szwami.
– zaopatrzenie się w krem łagodzący rany na brodawkach,
– kupienie laktatora – przyrzekam, że ten wynalazek uratował mi życie,
– na spacery (bezruch nie jest dobry ani dla ciała ani dla głowy),
– do szpitala polecam wziąć także duże podkłady do rozłożenia na łóżku) i ogromne podpaski,
– na kontrolę (serio powinno to być obowiązkowe) u fizjoterapeuty uroginekologa, który sprawdzi jak sytuacja z mięśniem prostym brzucha i m. dna miednicy (zaraz po porodzie mi sprawdzali to w szpitalu), teraz idę na kolejną wizytę po skończonym połogu,
– na kontrolę u ginekologa (naprawdę nie wiem czemu niektóre kobiety tego nie robią po porodzie,
– na uzbrojenie się w cierpliwość – i dla siebie i dla dziecka.

Kochane mamy i przyszłe mamy – na dniach będzie także tekst o akceptacji – ważny tekst 🙂
A potem także inne obiecane tematy. Jeśli macie jakieś pomysły na teksty – piszcie w komentarzach pod tekstem.

Za piękne zdjęcie dziękuję
Dominika Cuda <3

Autor postu
Katarzyna Bigos