Połóg i jego tajemnice

Tytuł w zasadzie powinien brzmieć – jak to przetrwać i nie dać się zwariować?
Mam wrażenie, że na temat ciąży powstaje niezliczona ilość artykułów, wpisów, postów i zdjęć. O samym porodzie jak już wspominałam pisze się mało! O połogu nie pisze prawie nikt. Wstydliwy temat, z którym większość kobiet się kryje – znów postanowiłam poruszyć ja. Bo trzeba się rozprawić i z tym!
Okres połogu to czas od momentu narodzeń dziecka do momentu powrotu ciała do stanu „sprzed ciąży”. Ktoś kiedyś wymyślił – że przy porodzie naturalnym trwa to sześć tygodni. W przypadku cesarki – dłużej. Nie powiem, że to okres hardcorowy, bo po moim porodzie już niewiele stanów i rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć, ale na pewno jest to czas trudny, w którym trzeba zmierzyć się z wieloma demonami. Kobiety nie mówią o swoim połogu i idę o zakład, że zdecydowana większość zmierza się z nim sama, kryjąc się ze łzami po kątach, bo przecież nie wypada płakać i się smucić, kiedy mamy już nasze największe szczęście przy sobie!

Ja się przyznam! Po tygodniu pobytu w szpitalu, wróciłam do domu i czułam się najszczęśliwsza na świecie! Wreszcie mogłam cieszyć się po trudach naszą Różą. Nie sądziłam, że i mnie dopadnie tak szybko baby blues. Nie tego dnia! Ale kolejny dzień szybko zweryfikował sytuację, kiedy mój mąż musiał wyjść do pracy, a ja zostałam z dzieckiem sama. Róża prawie nie spała, była niespokojna, napięta. Ja dopiero się wszystkiego uczyłam, co powodowało u mnie ogromny stres. W pewnym momencie poczułam strach, że ja nie dam rady. Róża płakała, a ja nie umiałam jej uspokoić. Zaczęłam płakać razem z nią. Nie płakać. Raczej wyć! Trwało to dobre 2 godziny. W takim wspólnym ryku znalazł nas Andrzej, który wrócił do domu i uratował sytuację. Nie wspomnę ile razy płakałam zupełnie bez powodu, co zresztą robię czasami w dalszym ciągu. Momentami mam poczucie utraty kontroli nad sytuacją. Wydaje mi się, że nie ogarniam wszystkiego jak należy – siebie, domu, gotowania czy sprzątania, nie wspominając o pracy. Tylko Różę ogarniam cały czas, bo to ona zajmuje pierwsze miejsce. Ktoś zapyta – skąd smutek, skąd płacz? A ja przecież wiem, że to szalejące hormony, ale zdarza się, że psychicznie czuję się fatalnie. Na szczęście rzadko, coraz rzadziej, ale wiem, że wiele kobiet cierpi na depresję poporodową i zmierza się z nią skrycie w samotności. Nie bójcie się prosić o pomoc!
Piszę o aspekcie psychicznym w pierwszej kolejności, choć połóg to długi i złożony temat – również fizycznie.

Jest niczym innym jak formą czyszczenia się i zwinięcia macicy (powrotu do jej kształtu sprzed ciąży) oraz okresem rozpoczęcia laktacji. To także czas gojenia. W połogu wszystkie hormony utrzymujące ciążę zanikają do bardzo niskich poziomów, inaczej zaczyna działać także układ krwionośny. Inaczej zachowuje się ciało.

To czas, w którym malutki człowiek skupia na sobie całą uwagę, a przecież Ty też raczej nie czujesz się jak nowo-narodzona. Zmieniasz pampersy dziecku – I SOBIE! W końcu krwawisz wciąż obficie. W moim przypadku boli zaszyte krocze, ciężko się siedzi (doszły do tego bardzo bolesne żylaki, które pojawiły się po trudnym porodzie – tak o tym też mi nikt nie wspominał! Ciężko więc skorzystać z toalety. Cewnikowanie podczas porodu też zostawiło swój niefajny ślad), ciało jest jak plastelina – słabe, wątłe!
Piersi stają się nabrzmiałe, ogromne, bolesne jak jasna cholera! Do tego dochodzi nauka oswojenia z karmieniem i ranami na sutkach. Na szkole rodzenia, coś wspominali o nawale. Przeszukuje nerwowo notatki, ale wprowadzenie w życie porad z notesu specjalnie nie pomaga. Po paru dniach pojawia się obfite pocenie. Budzę się już nie tylko na karmienie i zmianę pieluchy u Róży, ale także kilkukrotne w ciągu jednej nocy przebranie siebie. Myślę, że pewnie mam gorączkę, bo koszula jest dosłownie cała mokra. Dopiero potem dowiaduje się, że w ten sposób ciało pozbywa się nadmiaru wody. Że to zupełnie normalne zjawisko. Nikt mi o tym wcześniej nie mówił.

Tragedia! Pomyślicie. Ta Bigos to serio jakoś wszystko dziwnie przechodzi. Ale prawda jest taka, że większość kobiet ma podobnie. Te pierwsze tygodnie nie są lekkie, ale powiem wam jedno. Piszę ten tekst w piątym tygodniu połogu i większość ran już się zagoiła. Dyskomfort znika. Psychicznie także z dnia na dzień czuję się coraz lepiej. Wiem, że trzeba dać sobie czas.
Nie trenuję. Czekam na wizytę u ginekologa i fizjoterapeuty uroginekologicznego.
Ćwiczę tylko i wyłącznie systematyczne mięśnie dna miednicy i delikatnie poprzeczny brzucha (o tym zrobię oddzielny wpis) wychodzę także na spacery i nordic walking.
Teoretycznie czuję się już na siłach na lekki trening, ale nie przyśpieszam tematu. Mój brzuch mocno stożkował się podczas ciąży i po połogu będę sprawdzać jego faktyczną formę. To co mogę sprawdzić sama napawa jednak optymizmem – mięsień prosty ładnie się schodzi.

Pociążowy brzucholek
Brzuch, który po porodzie wyglądał jakbym dalej była w 6 miesiącu (tak – o tym też nikt mi nie mówił), wygląda z tygodnia na tydzień coraz lepiej. Smaruję skórę i robię delikatnie oszczypywanie. Czuję, że macica też powoli wraca do normalnych kształtów, chociaż po paru tygodniach brzuch wciąż nie wygląda specjalnie atrakcyjnie. O tym będzie oddzielny wpis – bo mam i na ten temat sporo przemyśleń.
Czuję jednak, że ciało szybko wraca do formy. Nawet jeśli teraz nie ćwiczę, jako trener wiem, że pamięć mięśniowa jest niesamowitą siłą i naprawdę warto jest regularnie trenować przed ciążą.
O ile pewne tematy były dla mnie oczywiste, o wielu nie miałam zielonego pojęcia. Okazało się, że zupełnie naturalne jest w połogu częste oddawanie moczu, obrzęki kostek (w pierwszych dniach po porodzie miałam kostki wielkości łydek), zwiększone krwawienie podczas karmienia dziecka, uczucie rozluźnienia lub uczucie ciągnięcia przy wejściu do pochwy.

Czego w tym czasie robić nie wolno?

– współżyć,
– dźwigać ciężkich przedmiotów,
– kąpać się w wannie ani chodzić na basen,
– wykonywać ćwiczeń mięśni brzucha (!!!)
– wprowadzać nic do pochwy (chyba, że jest to lekarstwo i tak mamy zalecone).

Na co warto postawić?
– na ćwiczenia mięśni dna miednicy
– na częste prysznice i podmywanie się dwa razy dziennie,
– na noszenie przewiewnej bielizny i pamiętanie o wietrzeniu miejsca z szwami.
– zaopatrzenie się w krem łagodzący rany na brodawkach,
– kupienie laktatora – przyrzekam, że ten wynalazek uratował mi życie,
– na spacery (bezruch nie jest dobry ani dla ciała ani dla głowy),
– do szpitala polecam wziąć także duże podkłady do rozłożenia na łóżku) i ogromne podpaski,
– na kontrolę (serio powinno to być obowiązkowe) u fizjoterapeuty uroginekologa, który sprawdzi jak sytuacja z mięśniem prostym brzucha i m. dna miednicy (zaraz po porodzie mi sprawdzali to w szpitalu), teraz idę na kolejną wizytę po skończonym połogu,
– na kontrolę u ginekologa (naprawdę nie wiem czemu niektóre kobiety tego nie robią po porodzie,
– na uzbrojenie się w cierpliwość – i dla siebie i dla dziecka.

Kochane mamy i przyszłe mamy – na dniach będzie także tekst o akceptacji – ważny tekst :)
A potem także inne obiecane tematy. Jeśli macie jakieś pomysły na teksty – piszcie w komentarzach pod tekstem.

Za piękne zdjęcie dziękuję
Dominika Cuda <3

Autor postu
Katarzyna Bigos
  • Tynka Alto

    Jakbym czytała o swoim połogu 😊 dla mnie sporym zaskoczeniem bylo to pocenie właśnie , choc u mnie przebiegalo wlasnie z gorączką 40st przez okolo tydzien i niczym nie dalo sie zbic… masakra, trudno bylo nawet dziecko wziac na rece 😔 teraz ma 15 tyg i są inne problemy 😀

  • Asia

    Brawo za tego posta! Sama jestem trenerką i prowadzę małą stronkę na FB (nie o takim zasięgu jak twoja, raczej dla koleżanek, klientek). Niecałe pół roku temu urodziłam synka i tez chciałam pokazać, że wcale nie jest tak super i trzeba podejść do tematu na spokojnie, żeby nie zrobić sobie bezsensownymi ambicjami krzywdy, pokazałam pociązowy brzuszek ale nie miałam na tyle odwagi co Ty, żeby podzielić się tym co dzieje się w połogu. Właśnie uświadomiłaś mi dlaczego… masz rację… kobiety się tego po prostu wstydzą! I ja niby taka otwarta, pokazująca obwisły brzuszek w miejscu dawnego kaloryfera, a jednak przemilczajaca dolegliwości tych „magicznych” 6 tygodni. Masz jaja kobito 😉 dodam jeszcze tylko, ze wielka szkoda ze np w szkole rodzenia ten temat się pomija. Skupia się na porodzie, który trwa kilka-kilkanaście godzin, a wszystko co potem zostaje sprowadzone do zdania „macica się obkurcza i wydalane są zanieczyszczenia”… trochę mało… dla mnie osobiście połóg był dużo bardziej traumatyczny niż sama akcja porodowa. Nikt mnie nie ostrzegł przed tym, ze nie będę w stanie normalnie chodzić, ze po każdej zmianie pozycji wyleje się ze mnie morze krwi, ze będę się pocić jak na solidnym treningu, ze psychicznie będę czuła się jak wrak i ze będę drżała ze strachu przed własnym dzieckiem i nocą kiedy już zostaniemy „sam na sam”. Można wymieniać i wymieniać… Na szczęście po tych kilku miesiącach moje ciało wróciło już do formy sprzed ciąży a co najważniejsze ten maluch sprawił, że poczułam coś czego nie czułam absolutnie nigdy. Bezwarunkowa miłość, ktora zrozumie tylko druga matka! Dla niego mogłabym to znosić każdego dnia!
    Jeszcze raz dzięki za posta! Trzymam kciuki za Ciebie i Różę!

    • malgorzatasajewicz

      Ech dziękuję za ten wpis. Synek zaczął drugi tydzień, a ja czuję się najgorszą matką, która chce uciec.

  • Klaudia Mączka-Rzewuska

    Bardzo fajny tekst! Zresztą jak każdy twój tekst 😉 A te o porodzie zdecydowanie czytam bez tchu i analizuję każde słowo. Ja mam to szczęście, że trafiłam na super lekarza prowadzącego i świetną szkołę rodzenia – mam plan rodzić na Inflanckiej i tam też uczęszczam na szkołę rodzenia. Wszystko o czym piszesz Pani Małgorzata Stefaniak – położna nam dokładnie wyłożyła. Na każdym spotkaniu na szkole rodzenia są również inne położne które ze swojego punktu widzenia przedstawiają sprawę porodu, połogu, laktacji oraz opieki nad dzieckiem. Poruszamy ram nawet temat szczepień! O czym nawet nie miałam pojęcia, że powinnam się wczytać w temat będąc w ciąży. Ale wiem… że każde przygotowanie teoretyczne, nawet to najlepsze nie zmieni przygotuje nas na przeżycie tego wszystkiego w praktyce. Dzięki Kasia za kolejny wpis :) czekam na następne! Ciężko znaleźć w necie takie prawdziwe wypowiedzi.

  • Roxy

    Super post ! Jak to czytam to jakbym o sobie czytała …co do fizjoterapeuty . Najważniejsze to trafić naprawdę na dobrego . Na co dzień mieszkam w Londynie i niestety tu ciężko o takiego . Byłam na jednej wizycie (jedyny ,który rzekomo jest uroginekologiczny )i sprawdził mi tylko na ile cm mam rozejście .. nawet nie wspomniał o miednicy a jak zapytałam czy mi sprawdzi jak sobie radzę z trzymaniem ciśnienia wewnątrz brzusznego to spojrzał na mnie jakbym z kososmu była ! ;-/ Już leci 4 miesiąc po cesarce i nadal stoję w miejscu . Nie wiem czy mogłabym zacząć mocniejszy trening(typu wykroki,podskoki , bieganie )??Wszystkie możliwe ćwiczenia na mięśnie miednicy itp mam za soba . Byłam aktywna pare lat przed ciąża i w trakcie także dobija mnie to ,ze nie mogę zacząć ćwiczyć porządnie .Mam cicha nadzieje ,ze będąc w Polsce w kwietniu pomoże mi jakiś dobry fizjo . Pozdrawiam i życzę zdrowia

  • Anna Tylkowska

    Połóg dopiero przede mną, rodzę za 7 tygodni, ale przyznaję, że boję się go bardziej niż samego porodu. Mam to szczęście, że chodzę na spotkania edukacyjne do położnej środowiskowej, która mówi o tym wszystkim, o czym często poradniki i koleżanki milczą. A często jest tak, że koleżeńskie rady (często niechciane) nie mają końca, jeśli chodzi o samo dziecko. Ale jeśli mowa o połogu, to nagle cisza – nikt nie ma nic do powiedzenia jakby poza ciąża i porodem już nic nie było. Dół psychiczny, ból, pocenie, krwawienie, poczucie bezradności, zmęczenie, obrzęki… to chyba niemało do rozmowy… Dobrze Kasiu, że Ty odkrywasz temat i może kolejne mamy nie będą niemiło zaskoczone tym, co je może spotkać. Poród to i koniec i początek, ale jak po każdej burzy wychodzi słońce, tak i połóg mija i tego się trzymam :)

  • Anna Tylkowska

    Połóg dopiero przede mną, rodzę za 7 tygodni, ale przyznaję, że boję się go bardziej niż samego porodu. Mam to szczęście, że chodzę na spotkania edukacyjne do położnej środowiskowej, która mówi o tym wszystkim, o czym często poradniki i koleżanki milczą. A często jest tak, że koleżeńskie rady (często niechciane) nie mają końca, jeśli chodzi o samo dziecko. Ale jeśli mowa o połogu, to nagle cisza – nikt nie ma nic do powiedzenia jakby poza ciąża i porodem już nic nie było. Dół psychiczny, ból, pocenie, krwawienie, poczucie bezradności, zmęczenie, obrzęki… to chyba niemało do rozmowy… Dobrze Kasiu, że Ty odkrywasz temat i może kolejne mamy nie będą niemiło zaskoczone tym, co je może spotkać. Poród to i koniec i początek, ale jak po każdej burzy wychodzi słońce, tak i połóg mija i tego się trzymam :)

  • reni

    Super post, trzeba pisać o takich rzeczach.

  • sylwia

    Bardzo dzięki za ten post bo uważam że połóg w kwestii psychicznej jest pomijany w poradnikach dot. Macierzyństwa.. wiele kobiet chyba wypiera to co się z nimi dzieje i zapomina bo kto lubi się chwalić i mówić o słabości i bezsilności.. Moje koleżanki miały różnie. Szanuję kobiety które wprost mówią o tym co się z nimi działo i nie były to motyle w brzuchu i radość z bliskości z dzieckiem… wręc przeciwnie wiele chciało uciec i naprawdę hormony i zmęczenie z psychiką robią niezły młyn. U mnie wciąż tak jest. Mało też się mówi o zaburzonej relacji między parą rodziców, o wsparciu ojców.. a to ważne.. pozdrawiam

  • Emes

    Hej! Wpadłam tu po Twoim instastories z dzisiaj. Chciałam dowiedzieć sie o co takiego poszło tym komentującym o których mówiłaś. Czasami tu bywam, jednak muszę przyznać ze Twój tekst o porodzie przeczytałam dopiero kilka dni po tym jak sama urodziłam. Dlaczego? Bo wiedziałam ze może wpłynąć na moje pozytywne nastawienie. Rodziłam kilka tygodni po Tobie. Mój synek ma niespełna 4 tygodnie. Mój poród przebiegł odwrotnie do Twojego. Mąż był przy nim ze mną i naprawdę bardzo jestem mu za to wdzięczna bo gdyby nie on, nie wiem czy dotarłoby do mnie cokolwiek z tego co próbowały mi przekazać położne. Pamietam juz niewiele, np to ze położna która była bardzo niedelikatna i której zmiana na szczęście akurat sie kończyła mowila żebym parła a ja podczas skurczy na nią nakrzyczałam ze przecież nie wiem jak, bo jak jeśli nigdy wcześniej nie rodziłam. Rodzilam siłami natury bez znieczulenia, w ostatnich skurczach partych nacieli mi krocze co nie należało to najprzyjemniejszych rzeczy tak jak i jego zszycie. Od razu po porodzie położyli mi synka na brzuchu a ja po nacieszeniu sie jego piękna choć kwaśną minką, przystawilam go do piersi. Nie wiem co wtedy we mnie zadziałało, coś sie jakby włączyło ze chciałam Go uspokoić, dać znać ze mama jest przy nim. Położna mi w tym trochę pomogła, posciskala pierś i sie udało, po chwili Mały ssał zadowolony. Faktem jest ze prawy sutek przez pierwszy tydzień miałam poraniony i bolało gdy karmiłam, ale nie poddawałam sie, gdy tylko mogłam nakładałam maść. Powiedziano mi zeby dalej przystawiać synka do tej piersi zeby nie było nawału pokarmu. Tak robiłam i któregoś dnia zniknął ból a brodawka sie zagoiła. Siadanie było męka, wiele pomogła poduszka rogal. Muszę przyznać ze nacięcie miałam spore – skąd wiem? Po pierwsze dlatego ze gdy mnie zszywano widziałam wszystko w odbiciu w sufitowej lampie, a po drugie i najważniejsze i najgorsze – po główce synka która porysowali gdy mnie nacinali (na szczęście opisali to w karcie, a głowa sie juz zagoila). Szwy wchłonęły sie w ciagu obiecanych 2 tygodni, niestety zostały ślady, małe blizny (jak to nazwała położna środowiskowa-bąbelki) co może za jakiś czas usune w gabinecie medycyny estetycznej. Wypróżnianie zaczęło niedawno bolec, ale być może dlatego ze biorę żelazo (gdyż podczas porodu straciłam dużo krwi) – boje sie hemoroidów ale to sprawdzę za około 2 tygodnie u lekarza prowadzącego ciąże. Co do psychicznej strony połogu, muszę powiedzieć ze nadal (!) czuje sie dobrze, humor mam niezmiennie dobry. Mój mąż po naszym powrocie ze szpitala do domu rowniez musiał nas zostawić samych sobie i wrócić do pracy ale instynkt macierzyński mnie chyba uratował i huśtawka hormonów ominęła. Może dlatego ze (niezapeszajac) synek jest wyrozumiały, płacze rzadko, spi często i sam wybudza sie na karmienie co około 2-3 h. Chodzimy na spacery i duuzo rozmawiam z przyjaciółmi przez telefon bo dopiero gdy skończy miesiac chce przedstawiać mu nowe twarze (oprocz babć i dziadka odwiedzających nas regularnie). Także nie każdy poród i połóg jest taki sam. Wszystkim moim koleżankom które rodzą w marcu/kwietniu powtarzam ze wiele zależy od naszego nastawienia, myślenia. Ja sobie przez cała ciąże powtarzałam ze poród przebiegnie poprawnie, ze bedzie bolec ale przecież nic w życiu nie przychodzi łatwo; ze nie chce znieczulenia bo zależy mi na szybkim porodzie i ze będę karmić piersią a pokarm sie pojawi. Co do połogu nie byłam pewna jaki bedzie i mam tu na myśli wspomniane huśtawki, bo bałam sie najgorszego, i tego ze będę płakać, nawet niedawno koleżanka (matka trójki) powiedziała mi ze to przyjdzie z czasem i na pewno sie pojawi… Hmm nie pojawiło sie bo nie ma ku temu najwidoczniej powodów a dodam ze praktycznie całe dni jestem w domu sama z synkiem bo mąż w pracy. Noce oczywiście pocięte bo karmienie i przewijanie musi być ale w dzień (nie zawsze) drzemka trochę stawia na nogi. Pozdrawiam Cię ciepło i życzę dużo wytrwałości i zdrowia dla Waszej rodzinki, Aha, zeby nie było, jestem po 30tce, to moja pierwsza ciaza i kiedyś, dawno temu opierałam sie ze dzieci mieć nie będę bo nie mam instynktu macierzyńskiego (co do tej pory w żartach wspomina mój mąż i znajomi). Wszystko da sie zrobić, wiele jest po prostu w głowie.

  • Magda

    Ze smutkiem przeczytalam ten post. Nie, absolutnie nie dlatego, ze o tym piszesz. Bardzo dobrze robisz mowiac o tym. Ze smutkiem jednak, bo wiem, ze ne poradzilabym sobie psychicznie z tym, co zrobilaby z moim cialem ciaza. Pomyslisz o mnie- damunia skupiona na sobie. Nic z tego. Normalna dziewczyna walczaca zawsze o to, zeby ciut oponki odkrylo brzuch. Spojrzysz na mnie- powiesz: szczupla. Ale poziom akceptacji ciala u mnie slaby i wciaz pracuje, by byl lepszy. Ktos powie: milosc do dziecka wynagradza wszelkie cierpienia zwiazane z jego przyjsciem na swiat. I nie smiem tego kwestiinowac. Uwielbiam dzieci. Pozwol mi spedzic z dzieckiem troche czasu, a bedzie najszczesliwsze na swiecie. Tak mam. Bardzo lubie dzieci. Mam 37 lat. Nie czuje i nie czulam nigdy bilogicznej potrzeby posiadania dzieci. Mysle nad tym, zastanawiam sie nad tym. Moze strach o spustoszenie, ktore zrobilaby ciaza, porod i polog tak bardzo hamuje moj instynkt? Moze jestem slaba psychicznie? Nie dalabym rady. Nie pisze tego pieszczotliwym tonem wystukujac literki rozowym tipsem. Nie podolalabym. Moze bede zalowac majac 50 lat, ale dzis podziwiam kazda z Was, ktora przez to przeszla. Podziwiam i zazdroszcze odwagi. Czuje sie mala i niegotowa. Nie dalabym rady.

  • Karolina R

    Dziękuję. Dzięki temu tekstowi będę wiedziała z czy będę musiała się zmierzyć

  • http://annafimake-up.blogspot.com Ania [Beauty Creator]

    Wszystko i czym przeczytalam było i i mnie… pamiętam jak wróciłam ze szpitala i przez kilka dni płakałam… nie dlatego że urodziłam dziecko ale nie mogłam zapomnieć o bólu… nie mialam pojęcia że jestem w stanie znieść taki ból …. Do tego ból
    poranionych cycków, laktator również uratował moje życie bo inaczej nie dałabym rady. Ciągnąca rana w kroczu i te mocne pocenie się. Przez pewniej czas brakowało mi mleka później był taki nawał ze musiałam odkładać się kapustą. Teraz jak wspominam ten czas to wiem że bardzo szybko przeleciał i tych miesięcy kiedy Tola była malutka prawie nie pamiętam ponieważ skupiłam się na sobie i na tym połogu który dał mi popalić. To jest bardzo ciężko czas. Ja bardzo to przeżyłam…. A podczas porodu myślałam że nie zejde żywa z tego fotela…

  • I.L.

    Strasznie dziękuję za ten tekst! Właśnie staramy sie dopiero o dziecko i kompletnie nie wiem czego mam się później, po porodzie spodziewać i jak się do tego wszystkiego mądrze i z odpowiedzialnością przygotować – Może nie tyle co przygotować „bo pewnie do tego czasu nie da sie przygotować ” ale warto wiedzieć takie rzeczy ponieważ nikt nie chce pisać o czasie „po ciąży” – o połogu. A warto mieć rozeznanie w tym temacie.. I nie dlatego żeby po głębszym przemyślenia jednak zrezygnować ze starań! Tylko dlatego żeby z WIĘKSZĄ ŚWIADOMOŚCIĄ PODCHODZIĆ DO TEMATU! Dzidziuś napewno wszystko wynagradza i mimo że jeszcze nie znam tego uczucia bardzo ale to bardzo mam dla Pani szacunek, za przedstawienia spraw jasno i bez „koloryzowania”, dziękuję!