Noworoczne obiecanki – czemu to się nie udaje?

Ostatnio napisała do mnie pewna redaktorka. Poprosiła mnie o rzetelną trenerską wypowiedź na temat postanowień noworocznych. Jak wytrwać i sprawić, by zapał po miesiącu nie minął? Innymi słowy – jak to zrobić, by chciało się chcieć?

No cóż…

Smutna prawda jest taka, że XXI wiek nauczył nas polegania na ekspresowej technologii. Wszystko chcemy mieć na wczoraj. Czemu wraz z końcem stycznia kończy się zapał do pracy? Bo niektórym naprawdę wydaje się, że wiele lat zaniedbań załatwią w przeciągu kilku niezbyt starannie wykonanych treningów. Czy wiecie, że kluby fitness najwięcej karnetów sprzedają właśnie w styczniu? Czy wiecie, że duża część tych osób płaci za karnet na rok z góry, a są w tym klubie tylko parę razy (właśnie w styczniu)? Czy kojarzycie pękające w szwach sale, gdzie nie można znaleźć kawałka wolnej bieżni, rowerku czy orbitreka? Czy wiecie, że za miesiąc ci ludzie znikną?
Gdzie się podzieją? Wrócą do swojej strefy komfortu z pączkiem i szybką kawę w ręku, do wieczornego serialu pod kocem, tłumacząc sobie, że przecież nie mają czasu na trening. Styczniową motywację zakopią głęboko w za dużych, wyciągniętych dresach. Smutne? Trochę tak.

Prawda jest taka, że każdy chciałby odnosić sukcesy. Nie każdy jednak wie, jak ciężka droga do nich prowadzi. Pytanie redaktorki brzmiało:
Jak sprawić, by w 2017 roku jednak się udało? Pierwszy raz naprawdę nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Chciałam być szczera, a szczera prawda jest taka, że nie ma magicznych środków ani nic innego, co za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawi, że w tym roku jednak się uda.
Jest za to skonstruowane planu i jasnego celu oraz cholernie ciężka praca. Po drodze czekają tysiące wyrzeczeń, które są chyba najtrudniejszą częścią całego wyzwania, bo nikt nie lubi rezygnować z przyjemności. Czekają zmiany, które wydają się początkowo zmianami nie do przyjęcia. Czekają niespodzianki w postaci bólu, pieczenia i zmęczenia (cholera – to jednak nie jest takie proste).
I wreszcie czekają też rozczarowania. Bo po miesiącu spodziewanej „metamorfozy 600”, jest smutny widok stojącej w miejscu wagi i braku widocznego six pack’a. W zasadzie nie dziwi nawet to, że są wkurzeni i rzucają wszystko w piździet. Czują się oszukani. W telewizji mówili, że da się to zrobić w tydzień!

Mało kto będzie miał refleksję, że aby rozpocząć zmiany w ciele, najpierw będzie trzeba zacząć od głowy. Że ciało Afrodyty oznacza totalną rewolucję w kuchni i zmianę nawyków żywieniowych. Że nie da się ani w tydzień ani w miesiąc naprawić tego, co psuliśmy całe lata.

Pytam więc głośno:

– Dlaczego nie umiemy cieszyć się z małych sukcesów?
– Dlaczego porażka czy potknięcie sprawia, że rzucamy wszystko w cholerę?
– Kto powiedział, że nie można zacząć jeszcze raz tylko mądrzej?
– Dlaczego patrzymy tylko na wagę? Zmuszone do treningu mięśnie ważą więcej. Łazienkowa waga nie mówi wam więc całej prawdy.
– Dlaczego nie zaczynamy powoli od zbudowania w ciele solidnych fundamentów (zaczynając od wzmocnienia core, uporania się z bólem pleców, poprawienia mobilności i nauczenia się techniki wykonywania ćwiczeń) pod trudniejszy i cięższy plan treningowy?
– Dlaczego nie potrafimy przekonać siebie, że jednak damy radę, mimo tych wszystkich kłód rzucanych pod nogi?

Bo nam się nie chce. Nie chce nam się pracować na sukces. Zamiast tego oczekujemy, że pojawi się on zupełnie nieoczekiwanie wraz z naszym noworocznym postanowieniem. Ot tak.
Powiem wam coś – sukces się nie pojawi. Nie jest dżinem w butelce! Sukces jest zawsze konsekwencją naszych działań. W życiu mamy zawsze tyle, na ile sobie zasłużyliśmy. I nawet najlepszy plan działania nie zastąpi działania. I tylko mi nie wypalajcie z gadką, że Zocha to ma lepsze geny, a ja po babci Stasi jednak mam taką oponkę i skłonności do tycia. Nie mieszajcie własnego leniwego tyłka z babcią, mamą ani ciocią. Nie mają ze sobą nic wspólnego. To jak wygląda wasze ciało jest waszym dziełem i niczyim więcej. Wasze ciało to wasza plastelina.
Ale prawda jest taka, że przy pomocy silnej woli możecie niemal dowolnie ją modelować.
I nigdy, naprawdę nigdy nie jest za późno, by zacząć to robić.

Autor postu
Katarzyna Bigos
  • https://misjakala.blogspot.com Kasia

    Wow bardzo dobrze napisane! Dziękuję za ten post. Może mnie zmotywuje w końcu.

    • http://fitnesswwielkimmiescie.pl/ Kasia Bigos

      Dzięki Kasiu! Łap zatem trochę mocy d Bigosa i do dzieła!

  • Gustavo Woltmann

    Dobrze jest też zwrócić uwagę, że należy stawiać przed sobą racjonalne, osiągalne cele. Żeby było widać efekty, nawet te niewielki. Żebyśmy się nie rozczarowali, że nie udało nam się schudnąć 10 kg w miesiąc, tylko żebyśmy docenili że w ciągu miesiąca obwód w pasie zmniejszył się o 3 cm. AŻ o 3 cm. Małymi kroczkami. Pozdrawiam, Gustavo Woltmann