Pole Art Spain 2015

Home / POLE DANCE / Pole Art Spain 2015
Pole Art Spain 2015

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że zdobędę pierwsze miejsce na jakichkolwiek zawodach pole dance, zabiłabym go śmiechem. A jednak. Bigos prawdę wam powie – nigdy nie mówcie, ani nawet nie myślcie, że czegoś nie jesteście w stanie dokonać. Mimo, że pole dance zaczęlam trenować około 5 lat temu, można powiedzieć, że dopiero od trzech lat zajmuję się nim na poważnie. Serio – pod kątem zawodów zaczęłam traktować go rok temu. Wtedy uwierzyłam w siebie i postanowiłam, że czas pójść o krok dalej. Zastanawiałam się nad startem, ale ciągle nie czułam się wystarczająco gotowa. Przekonał mnie dopiero Pole Art Polska, który odbył się w kwietniu tego roku. Ostatecznie jako solistka byłam 5-ta (na 12 zawodniczek), jako duet (nasze pierwsze podejście do tematu) zaliczyłyśmy porażkę. Nazwałabym ten układ naprawdę sporym nieporozumieniem 🙂 które wynikało zresztą z naszego totalnego braku doświadczenia. Jednak głęboko wierzę, że każda porażka odpowiednio zinterpretowana może zostać przekuta w sukces. I tak też się stało. Tuż po zawodach w kwietniu zaczęłyśmy szukać z Karoliną Sobieraj nowych wyzwań, w których mogłybyśmy spróbować swoich sił. Bogatsze o nowe doświadczenie, wiedziałyśmy już doskonale czego NIE ROBIĆ! Dość spontanicznie powstał pomysł startu w Otwartych Mistrzostwach Polski Pole Sport 2015. Niespodziewana wygrana w kategorii duety dodała nam skrzydeł. Wysłałyśmy zgłoszenie na Pole Art Spain 2015. Wiedziałyśmy już, że jeśli się dostaniemy – już sam start w tych zawodach będzie dla nas czymś absolutnie prestiżowym. W końcu zgłoszenia wysłali zawodnicy z całego świata.

Dostałyśmy się i zaczęłyśmy bardzo intensywne przygotowania. No dobra – może przez pierwszy miesiąc bardziej polegały one na opracowywaniu pomysłu niż zapierdzielaniu na sali, ale to był też czas na spokojniejsze ogarnianie nowych trików i dogrywanie się w temacie. Powiadam wam – duety to wspaniała rzecz. Uczy zaufania, poprawia siłę i uczy czegoś zupełnie nowego.
Kiedy wymyśliłyśmy już o czym chcemy “tańczyć”, zaczęła powstawać choreografia. Pomysłów było tyle, że nie mialyśmy jak tego wszystkiego upchnąć w jednym występie. I to było najgorsze – miałyśmy tak wiele do zaproponowania, a tak mało czasu (4:30). Koniec końców największy problem był z połączeniem wszystkiego w podłogowym FLOW. Dlatego postawiłyśmy na pomoc profesjonalistki, która w temacie “psycho” tańca będzie miała coś konkretnego do powiedzenia. Kamila Giergoń – mistrzyni choreografii i prowadząca zajęcia m.in Modal Underground pomogła nam w podlogowym klimacie. Jeśli wymyślacie sobie “chory klimat” 🙂 i potrzebujecie choreo – idzcie do Kamy!

Zawody na Majorce, więc nie muszę chyba mówić, że miejsce absolutnie idealne. Całą sobotę spędziłyśmy od rana w audytorium. My występowałyśmy w niedzielę, ale była to doskonała okazja, by podpatrzeć innych, pokibicować naszym dwóm wspaniałym solistkom Kasi Kwaśniewicz i Kaji Waseńczuk (zwanej także Wasenchukovą) 😀 Obie zajęły 6 i 7 miejsce na 26 zawodniczek, a więc gruby szacun na dzielni.
Wnioski po sobocie? Wiele! Morze inspiracji i jedna bardzo ważna myśl. Za czas jakiś absolutnie moim powołaniem będzie przygotowywanie do zawodów innych! Naprawdę poczułam to w sobie.

Niedziela była dla nas odrobinę nerwowa, ale bez kitu – ostatnie dwa miesiące prawie mieszkałyśmy na sali, więc do jasnej cholery – musiało się udać! I się udało! Nasza radość nie miała sobie równych, kiedy okazało się, że pokonałyśmy nawet Japonki, które zrobiły naprawdę niezłe show. Najważniejsze były słowa samych jurorów, które dodały nam skrzydeł – “doskonała technika”, “wspaniały pomysł”, “wszystko idealnie”, “jesteście niesamowite”. Usłyszeć to od samych mistrzów to nie lada wyróżnienie! Łezka w oku była  zakręcona, zwłaszcza, że automatycznie kwalifikuje nas to na kolejne zawody Pole Art Italy w lutym 2016.

Co mogę wam powiedzieć o samych zawodach? Było super! Atmosfera na backstage’u przyjazna i cholernie wspierająca. Nawet wśrod konkurencji. Poznałyśmy świetne zawodniczki i ludzi, którzy mają te same zajawki. No i Majorkaaaa – mistrz! Pięknie, że urywa cztery litery.
Czy człowieki bez specjalnego zaplecza taneczno-akrobatycznego, które po prostu mają pasję mogą wygrać międzynarodowe zawody? Otóż owszem moi drodzy. Mało tego – mogę rozjebać system i być z siebie dumne! Dlatego niech nikt, nigdy wam nie wmówi, że na spełnianie marzeń jest za późno.

Przemycam kawałek Majorki:

Leave a Reply

Your email address will not be published.