Dlaczego przestałam trenować pole dance i co się zmieniło?

Dlaczego przestałam trenować pole dance i co się zmieniło?

Były lata tłuste i gorące. Złote medale na zawodach, mistrzostwo Polski, mistrzostwo Europy, sukcesy na zawodach typu ART. Były coweekendowe warsztaty w różnych miastach Polski, wywiady, programy i występy, prowadzenie zajęć. Pole dance był swego czasu całym moim życiem. Kasię Bigos długo znano i kojarzono przede wszystkim jako pole dancerkę. A potem nagle koniec. Przestałam i już nie wróciłam. Macie ochotę poznać moją historię?

Jak to się zaczęło?

Pole dance zaczęłam trenować w 2010 roku. To były początki tej dyscypliny w Polsce. W całym kraju szkoły pole dance można było policzyć na palach u jednej ręki. W wielkiej stolicy były tylko dwie. Ja dowiedziałam się o tym zupełnie przez przypadek. Byłam wtedy na okropnym życiowym zakręcie. Totalnie zagubiona w nowym, wielkim i nieznanym mi mieście. Szukałam pracy w zawodzie, dorabiałam jako tancerka amatorka i hostessa. Na jednym z nagrań programów rozrywkowych jedna z tancerek mówiła, że szkoli się na instruktora pole dance, bo w Warszawie otwiera się właśnie szkoła. Pole dance? Co to? – Zapytałam. Karolina odpowiedziała, że to taniec na rurze i jest to absolutnie świetne.

Pole dance’owa parówa

Wiadomo jak kojarzyło się (nawet mnie) wtedy hasło: taniec na rurze. Jednak nie dawało mi to spokoju. Weszłam w Internet i wpisałam: pole dance. Wyświetlił mi się wówczas występ Felix Cane i już wiedziałam, że muszę tego spróbować! Kiedy dotarłam na zajęcia, byłam pewna siebie. Miałam jakąś tam kondycję, trochę tańczyłam, uprawiałam fitness regularnie.

Jednak szybko zderzyłam się z rzeczywistością. To było coś kompletnie innego. Każdy element wymagał koordynacji wszystkich członków, rozciągnięcia i siły. Przyznaję – okazał się dla mnie turbo wyzwaniem, a ja wyzwania kocham. Co urzekło mnie przede wszystkim? Że w rurce nie było nudy. Na każdych zajęciach poznawałam jakieś nowe elementy. I mimo że byłam raczej pole dance’ową parówką – wpadłam w to po sam czubek głowy. Czułam, że to staje się moją wielką pasją, moim powołaniem, że mnie to ratuje. Czułam, że przestałam tonąć. A moja nowa pasja pozwalała utrzymać mi się na powierzchni.

Krok po kroku do przodu

Mój początek z pole dance połączył się w czasie także z ustabilizowaniem mojej sytuacji zawodowej. Zaczęłam pracę w wielkim wydawnictwie. Pracowałam jako dziennikarka w zawodzie. A po pracy uciekałam w trening. Zaczęłam prowadzić treningi fitness, chwilę później stałam się także instruktorką pole dance.
Nie mogło stać się inaczej. Byłam na sali właściwie codziennie, doskonaliłam, uczyłam. Zaczęłam jako totalna Graża, miałam więc co robić. Szpagat? Początkowo brakowało mi do niego 6 kilometrów. Siła? Musiałam ją zbudować! Odkrywałam przy tym wszystkim pokłady kobiecości, pewności siebie i przede wszystkim nowych możliwości. Oczekiwałam od mojego ciała bardzo wiele i muszę przyznać, że zaczęły pojawiać się kontuzje. Dwa dość poważne naderwania, przeciążenia. Nie wyciągałam z nich wówczas wielkich wniosków. Uważałam, że ciało jest moim narzędziem. I to ja nim steruję.

Starty w zawodach

W 2015 roku odważyłam się wystartować w swoich pierwszych zawodach. Zarówno solo jak i w duecie z Karoliną Sobieraj. Nic wtedy nie ugrałyśmy, ale stało się to dla nas cenną lekcją. Chwilę później pracowałyśmy na maksa. Byłyśmy na sali dwa razy dziennie, prowadząc przy tym treningi dla grup, organizując warsztaty. Moje ciało wystawiało mi środkowy paluch setki razy, krzyczało ze zmęczenia, ale ja wiedziałam swoje. W końcu miałam swoje marzenia, plany, pasje. 2015 rok moja głowa walczyła z ciałem. Moja głowa wiedziała lepiej. Ciało dało radę. Razem z Karoliną wygrałyśmy w tym roku Mistrzostwa polski w kat. Duety w pole sport, potem wygrałyśmy Mistrzostwa Europy w Pradze, wygrałyśmy zawody na Majorce Pole Art. Spain. To był rok pełen sukcesów. Moja ciało, choć tak zmęczone – wydawać by się mogło nigdy nie wyglądało lepiej. Muszę przyznać, że byłam z siebie bardzo dumna. Dobra passa trwała, ja rozwijałam się jako trener. W 2016 roku zajęłam drugie miejsce na zawodach Pole Dance Show w Kielcach spełniając swoje marzenie o tanecznym występie solo. W 2017 razem z Karoliną postanowiłyśmy wrócić wspólnie na scenę i wygrałyśmy zawody Esensai Championship. To były wymagające lata, które wspominam wspaniale i które na zawsze pozostaną w moim sercu. Jednak potem wszystko się zmieniło.

pole dance
zawody pole dance jak wygrać
european pole dance championship praga
Pole Art Spain 2015
Esensai Championship 2017 fot. tomasz gas

Zostanę mamą

3 miesiące po starcie w ostatnich zawodach zaszłam w ciążę. Zastopowałam z treningami pole dance, zwolniłam, wszystko musiałam przerobić od nowa. Zmienić. Wylałam morze łez. Akceptacja nowego stanu była dla mnie w tamtym momencie bardzo trudna. Zmieniała się moja fizyczność, moje ciało potrzebowało spokoju, innego traktowania. Trudno mi się było początkowo z tym pogodzić. Gdzieś w głębi serca tęskniłam za „starym życiem”, treningiem do porzygu, do krwi, potu i łez, które dawały mi tyle satysfakcji. Oswojenie tego chwilę zajęło. Potem nastąpił  moment zwrotny. Bardzo trudny, traumatyczny poród, niewiadoma związana z niedotlenieniem dziecka, burza hormonów i moje (ale jakby wcale nie moje) ciało. Nagle poczułam się totalnie OK z byciem nieperfekcyjną. Poczułam, że to właśnie tak ma teraz być, że to część pięknej, kobiecej drogi. Powstała akcja FAKE OFF, a ja poświęciłam się macierzyństwu. Zaczęła się we mnie ogromna transformacja. Weszłam na zupełnie inną drogę. Musiałam zwolnić i przyjrzeć się sobie. Zastanowić dokąd ja właściwie tak biegłam.

Jedyną stałą jest zmiana

Próbowałam wracać do pole dance. Szkoda mi było to wszystko zostawić i „zmarnować” tyle lat pracy. Szłam na salę i próbowałam. Wracały siły, ciało pamiętało, ale coś było nie tak… Próbowałam dalej, zwalałam to na karb zmęczenia, tego, że zostawiam dziecko w domu itd. Ale wciąż czułam, że coś mi tu nie gra. Nie wchodziłam tam wcale z tą znajomą nutką podekscytowania. Wchodziłam, bo myślałam, że powinnam. Bo szkoda tego… Ale ja zwyczajnie przestałam to czuć. Nazwanie tego po imieniu chwilę mi zajęło. Przetrawienie tego chyba jeszcze dłużej. Stawianie czoła milionom pytań kursantów i innych pole dance’rów było trudne i kłopotliwe. Co miałam powiedzieć? Hej! Przestałam czuć ten temat?!
Ponieważ jednak ludzie wciąż pytają, postanowiłam wreszcie napisać ten tekst.

Co zmieniło się w moim ciele i głowie

Od momentu kiedy postawiłam sprawę jasno sama przed sobą, weszłam na nowy treningowy vibe. Zaczęłam uważniej wsłuchiwać się w potrzeby mojego ciała. Tworzyłam treningi inne niż dotychczas z poszanowaniem, delikatnością, czuciem siebie. Przestałam czuć chęć udowodnienia swojej wartości czy pokazania umiejętności. Chciałam trenować dla siebie. Pole dance zastąpił mi stretching. Powstawały nowe programy treningowe, takie jak Body Movement. Zaczęłam się specjalizować, uczyć, ruszać inaczej. Wygląd mojego ciała też się zmieniał. Łagodniał. Z atletycznej, mocno mięśniowej sylwetki, którą tak kochałam byłam inną Kasią, która zaczęła mi się podobać jeszcze bardziej. Moje ciało czuło się wspaniale. Pisząc to jestem w 8 miesiącu ciąży i przygotowuję do kolejnego porodu. Moja fizjoterapeutka mówi, że nie ma w gabinecie pacjentek, które tak świadomie potrafią się rozluźnić, których nic nie boli, u których właściwie prawie nie ma napięć. W poprzedniej ciąży bolał mnie każdy jej dotyk.

Dziś czuję, że jestem we właściwym miejscu. Że przyszedł czas na zmiany i że te zmiany dobrze mi zrobiły. Bo wiecie co? Ja dalej NIE tęsknię za rurką. Wspominam ten czas z sentymentem i ciepłem, ale już bym do niego nie wróciła. Czuję, że to rozdział zakończony. Z tego miejsca jednak dziękuję wszystkim, którzy pamiętają, którzy pojawili się na mojej pole dance’owej drodze i dali dobrą energię. To nie zniknie już nigdy!

Leave a Reply

Your email address will not be published.